Niewiele rzeczy wkurza mnie bardziej niż narzekanie na “madki” przesiadujące na internetowych forach i grupach wsparcia. Podśmiechujki z konsultowania z obcymi ludźmi własnych problemów życiowych. Zarzuty bycia niezorganizowanym, skoro czas na Facebooka jest, a na poprasowanie już nie. Oburzenie wobec narażania małych główek na te straszne fale elektromagnetyczne. Wpędzanie w poczucie winy za nieutrzymywanie kontaktu wzrokowego z karmionym niemowlakiem (przez, bagatela, czterdzieści minut).

Wyjaśnijmy to sobie raz na zawsze: gdy w pierwszych tygodniach po porodzie doskonalisz sztukę karmienia piersią albo masz wymagające dziecko z niewyłączalnym na czas snu  wykrywaczem geolokalizacji matki, spędzasz długie godziny w pozycji horyzontalnej. Twoim przyjacielem staje się łóżko/kanapa, żelazne pośladki i bezprzewodowy Internet. No chyba, że ja po prostu jako jedyna nie znam patentu na zmywanie naczyń, leżąc z nieodkładalnym dzieckiem?

Media społecznościowe są dla wielu młodych matek jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym. Źródłem informacji i wsparcia. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że niektóre mamy hajnidów ratują przed depresją. Krytykantom dotychczas mówiłam “Odczepcie się od matek w sieci!”, ale teraz chciałabym po prostu zapytać:

Co Ty w ostatnim tygodniu zrobiłeś dla młodej matki, którą znasz?

Co zrobiłeś, by mogła podzielić się radościami i popłakać w znajome ramię zamiast w ramiona obcych kobiet na FB?

Kiedy ją odwiedziłeś?

Kiedy ostatnio zadzwoniłeś zapytać, jak się ma?

Kiedy napisałeś sms-a, wiadomość na Messengerze?

Wiem, że przywiezienie obiadu, podrzucenie zakupów wymaga czasu, wiem, że jesteś w ciągłym biegu, ale napisanie dwóch pytań na fejsie, na którym siedzisz przez większą część doby, zajmuje jakieś pół minuty.

Wiem, że niektóre, zwłaszcza bezdzietne osoby, nie odzywają się, bo “nie chcą przeszkadzać”. Tylko, że te – może i dobre – intencje matki odbierają jako wykluczenie. Bolesne, jeśli dotychczas było się duszą towarzystwa i niemal do rozwiązania pracowało się wśród ludzi, mając teraz za towarzysza seriale online i dwumiesięczne niemowlę, które – mimo najszczerszych chęci – jest dość słabym dyskutantem. Bolesne, jeśli jest się mamą drugiego czy kolejnego dziecka i ludzie zakładają, że wszystko już umiesz, wiesz i ogarniasz, i nie potrzebne Ci dobre słowo czy pomoc. Tymczasem nie słyszałam jeszcze o kobiecie, która narzekałaby, że ma za dużo wsparcia.

Rozejrzyj się wokół i napisz kilka słów do młodej matki, którą znasz i której dobrze życzysz. Być może miała dziś okropny dzień i dwa zdania od Ciebie, dawno niesłyszanego znajomego, będą tym, co pozwoli jej na chwilę się uśmiechnąć. Poczuć, że są osoby, które ciepło o niej myślą i na które może liczyć.

Są takie dni, że to naprawdę wiele.

  • e-milka

    Choc Internet znam niemal od jego poczatkow, to w charakterze grupy wsparcia zaczelam uzywac go dopiero w drugiej ciazy. Po traumatycznym CC zaczelam szukac w wirtualnej wiosce dziewczyn, ktorym udalo sie VBAC. W moim otoczeniu nie znalam nikogo. Odkrylam tez forum z kobietami w tym samym miesiacu ciazy. To upewnialo mnie, ze nie jestem sama z moimi odczuciami. Gdybym wczesniej trafila na okreslenie HNB… Za to zorientowalam sie, tez wlasnie dzieki internetowi, ze innosc mojego dziecka nie jest subiektywnym odczuciem. Stad trafilam na informacje… o mnie i to byla niemal katarsis. A dzieki Tobie i innym blogerkom codziennie mam porcje wzruszen i refleksji.