Nie jest wielką tajemnicą, że propaguję spanie z dziećmi w jednym łóżku (bedsharing), choć akurat sama spałam czasem razem, a czasem osobno. Na temat współspania popełniłam na blogu dwa wpisy: o zasadach bezpieczeństwa i o rozdźwięku między oficjalnymi zaleceniami a normalnym życiem.

Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno: nie wszyscy rodzice chcą i nie wszyscy mogą spać z niemowlakiem we wspólnym łóżku. Jeśli jeden z opiekunów na przykład pali papierosy, to dziecko powinno mieć własne łóżeczko, ALE w tej samej sypialni, co rodzice minimum do 6., a najlepiej do 12. miesiąca życia. Wyprowadzenie niemowlaka do jego własnego pokoju nie tylko utrudnia karmienie piersią, ale również nawet o 50% zwiększa ryzyko tzw. śmierci łóżeczkowej [1]!

Nastawienie w sypialni dziecka niani elektronicznej nie rozwiązuje problemu. W spaniu w jednej sypialni (cosleeping) nie chodzi bowiem o to, żebyśmy to my słyszeli niemowlę, ale żeby to ono słyszało nas. Bodźce dochodzące od opiekuna (jego ruchy, oddech, odgłosy wydawane przez sen) stymulują dziecko, nie pozwalając mu zapaść w zbyt głęboki sen, z którego mogłoby się nie obudzić.

Jakie więc mają możliwości rodzice, którzy od urodzenia lub od któregoś momentu chcą być w nocy blisko dziecka, zapewniając mu jednocześnie osobną przestrzeń? Oto subiektywny przegląd łóżeczek niemowlęcych:

Klasyczne łóżeczko niemowlęce ze szczebelkami

Najpopularniejsza i zwykle najtańsza propozycja, choć niekoniecznie najlepsza. Dlaczego? Z co najmniej trzech powodów: (1) wiele noworodków nie czuje się najlepiej w tak ogromnej przestrzeni; (2) niektóre dzieci reagują paniką na “zakratowanie”; (3) po obniżeniu dna łóżeczka, gdy dziecko już wstaje, wkładanie i wyjmowanie go stamtąd jest wyzwaniem dla rodzicielskiego kręgosłupa. Ale jest i ważny plus: jeśli Wasze niemowlę zupełnie go nie zaakceptuje, zyskacie nową przestrzeń na trzymanie czystego prania lub legowisko dla Waszych kotów 🙂

Zwykle występuje w dwóch rozmiarach (60 x 120 cm lub 70 x 140 cm) – warto raczej wybrać ten mniejszy, ponieważ łatwiej dokupić do niego prześcieradła. Poza tym wiele dzieci wyprowadza się do większego, normalnego łóżka zanim z niego wyrośnie.

Przed kupnem trzeba zwrócić uwagę na to, czy  łóżeczko ma regulowaną wysokość dna i czy samemu można dowiercić jeszcze jeden poziom wysokości, gdybyśmy chcieli używać go jako dostawki do naszego dorosłego łóżka. Z tego też powodu lepiej sprawdzają się łóżeczka skręcane niż klejone – można wówczas zdjąć jeden bok i przymocować łóżko do ramy rodziców. Są też modele z opuszczanym w tym celu bokiem (np. takie).

Kolejna sprawa: im więcej wyjmowanych szczebelków, tym lepiej. Nie jestem fanką mebli, gdzie szczebelki są tylko na dłuższych bokach – wydaje mi się, że przepływ powietrza wokół głowy dziecka jest wtedy gorszy. Płozy do kołysania? To może być niezły pomysł, ale łóżeczka z funkcją wibrowania, śpiewu i tańca chyba bym sobie darowała.

Ostatnio głośnym echem odbiły się przypadki znajdowania jakichś dziwnych robaków w kokosowo-gryczanych materacach (wygooglujcie sobie, jak jesteście odważni, ble). Z tego powodu polecam zainwestowanie w nieco droższy materacyk lateksowy – ja mam na przykład taki, po dwóch latach wygląda idealnie.

Łóżeczko mojej córki było zamawiane z jakiegoś niewielkiego zakładu rodzinnego z północy Polski, którego nie jestem w stanie obecnie odnaleźć. Na pewno znajdziecie coś na swoją kieszeń i pasującego kolorystycznie TUTAJ.

Dostawka / łóżeczko dostawne

Niewielkie łóżeczko bez jednego boku lub z odpinanym/opuszczanym bokiem, które z łatwością można połączyć z materacem rodziców przy użyciu specjalnych pasów. Zwykle zrobione z materiału, choć są i wersje drewniane. W zależności od wielkości wystarcza na kilka pierwszych miesięcy życia dziecka i to w sumie może być sporą wadą, jeśli weźmiemy pod uwagę jego koszt. Ułatwia nocne karmienie piersią, bo nie wymaga wielokrotnego wstawania i maszerowania po malucha.

 

Kosz Mojżesza

Niewielki koszyk z wikliny, liści palmowych, filcu lub plastiku, przypominający wyglądem gondolę od wózka. Można go umieścić na stojaku (czasem wyposażonym w płozy umożliwiające kołysanie) lub postawić na podłodze. Używany przeciętnie do 3-4 miesiąca życia – ze względu na niewielkie rozmiary dobry do małych sypialni (choć znowu cena od 300 zł w górę na dość krótki okres użytkowania może być dla wielu rodziców poważną wadą). Ze względu na swoją kompaktowość niektóre niemowlęta czują się w nim znacznie lepiej niż w klasycznym – dużym jak dla nich – łóżeczku. Plus za łatwość przenoszenia w różne części mieszkania. Ponoć sporo koszy Mojżesza w dobrym stanie krąży na rynku wtórnym – warto się rozejrzeć na portalach z lokalnymi ogłoszeniami.

Baby box

Inspirowane fińską tradycją pudełko z kartonu z materacykiem, które posłuży dziecku aż do osiągnięcia przez nie masy 9 kg lub długości ciała 70 cm. Finowie dostają je po porodzie w ramach wyprawki – idea powstała, gdy śmiertelność noworodków z powodu spania w bardzo nieodpowiednich dla nich miejscach zaczęła niepokoić władze kraju. Ze względu na wymiary, wagę i łatwość transportu atrakcyjne dla często podróżujących rodzin. W Polsce to na razie dość egzotyczna propozycja (zwłaszcza, gdy spojrzymy na cenę…) – pokazuję ją raczej w ramach ciekawostki, bo nie spotkałam się dotychczas z baby box na żywo. Mam trochę problem z marketingiem wokół tego produktu, sugerującym, że w Finalandii niski odsetek SIDS udało się uzyskać dzięki temu, że mamy nie śpią z dziećmi w łóżku (to nieprawda – bezpieczne współspanie nie zwiększa ryzyka śmierci łóżeczkowej).

Lulu Baby Box

 

Montessori floor bed

To nie konkretny mebel, a raczej pewna idea. W metodzie Marii Montessori zakłada się odpowiednie przygotowanie otoczenia, promującego aktywność i samodzielność dziecka. Stąd najmłodsze niemowlęta śpią w koszach i kołyskach, a te już bardziej mobilne (sześcio- czy dziewięciomiesięczne) są przenoszone na materac na bardzo niskiej ramie lub położony bezpośrednio na podłodze.  Dlaczego nie do normalnego łóżka z barierką? Chodzi o to, aby dziecko mogło samodzielnie wstawać i wchodzić, gdy będzie tego potrzebowało. Nie udało mi się znaleźć tak niziutkiej ramy, jak na zdjęciach z zagranicznych portali – jeśli ktoś z Was widział takie w sklepach online, proszę o link w komentarzu! (Czytelniczki z Włoch mogą popatrzeć na asortyment tworzącej meble dla pokojów w stylu Montessori firmy Woodly)

 

 

 

 

 

 

 

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując meble, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

  • Itti Ma

    Mamy drewniane lozeczko dostawka
    Syn ma 5 mcy u zastanawiam sie jak dlugo jeszcze w nim bedzie spal.
    Co wybrac dalej ?
    Tradycyjnie lozeczko jak to pierwsze w opisie czy np materac wg Montessori ?

  • e-milka

    Przy pierwszym dziecku zdemontowalismy lozko nasze i polozylismy materac na podlodze. Wygladalo to nieco jak w komunie hipisow, ale uniknelismy wypadkow. Poza tym bylabym za koszem Mojzesza, polozna uswiadomila mi, jak nieprzytulne sa zwykle lozeczka dla noworodkow. Maluchy potrzebuja ograniczonej powierzchni jak w brzuchu mamy.

    • O tak, komuna hipisów to często przeze mnie polecane rozwiązanie dla niemowląt, ktore już się robią mobilne.

  • O widzisz, nie byłam świadoma, że to kiepskie łóżeczko w praktyce!
    Firmy, które na Zachodzie robią niskie ramy dla łóżek Montessori proponują dwa wymiary materaców: 120x60x12 lub 160x70x12 .

  • Mnie wciąż korci, by uciąć nogi łóżeczka ze szczebelkami tak, by materac w najniższej wersji leżał praktycznie na podłodze. Nawet przy noworodku by mi się to sprawdziło, bo jestem niska i miałam problem z wkładaniem dziecka do łóżeczka od samego początku.